#1 02-05-2011 20:04:12
- wiatraczek

- Biuściasta z prawdziwego zdarzenia
- Zarejestrowana(y): 25-07-2010
- Posty: 132
Indoor cycling
Któraś z was chodzi? Ja zaczęłam dwa tygodnie i temu i bardzo mi się spodobało. Mam nadzieję, że przy okazji pomoże to moim niektórym częściom ciała.
Offline
02-05-2011 20:04:12
- Googlarka Reklamodajka
#2 03-05-2011 11:20:48
- Aicha

- Kuleczka

- Zarejestrowana(y): 30-07-2008
- Posty: 2888
- Rozmiar biustu: 69/87cm - 30E, 32DD
Re: Indoor cycling
to jazda na rowerku stacjonarnym tyle że w grupie? dochodzą do tego jakieś ćwiczenia?
Offline
#3 03-05-2011 13:41:38
- wiatraczek

- Biuściasta z prawdziwego zdarzenia
- Zarejestrowana(y): 25-07-2010
- Posty: 132
Re: Indoor cycling
Aicha napisał(a):
to jazda na rowerku stacjonarnym tyle że w grupie? dochodzą do tego jakieś ćwiczenia?
Tak, na stacjonarnym w grupie przy muzyce. Do tego ćwiczenia, najczęściej jest to zmiana pozycji. Przekłada się na komendę ręce na kierownicy przez co sylwetka się pochyla lub prostuje, do tego ćwiczenia ramion przez prostowanie i uginanie. No i jazda np. na stojąco z większym obciążniem. Na koniec tochę ćwiczeń oddechowych, rozciągających. Mniej monotonne niż takie jeżdżenie na stacjonarnym w domu (w dodatku, ja bym nie miała gdzie postawić).
Pewnie przyjemniejsze jest jeżdżenie na rowerze na świeżym powietrzu. Ja jednak zanim bym się dostała w moim mieście na przyzwoite ścieżki rowerowe, to musiałabym przedostać się przez zatłoczone i niebezpieczne ulice, a tego się boję baaardzo. Jako rowerzysta marny ze mnie uczestnik ruchu drogowego. Pewnie mam zaburzoną kooordynację i z równowagą coś nie tak
bo jeśli puszczam kierownicę jedną ręką żeby wykonać skręt to mój rower od razu kolebie się na boki. Więc ja na rowerze, to źódło niebezpieczeństw dla samej siebie i innych.
A na takim stacjonarnym to bezpiecznie, mogę bez trzymanki pędzić z górki. No i z systematycznością lepiej, bo tak to się albo nie chce targać roweru z pwinicy, albo zawsze jakieś inne wytłumaczenie, choćby pogoda. A tak, mam karnet, więc idę nie zaważając na deszcz itp.
Offline
#4 03-05-2011 15:16:50
- agn

- Biuściasta z prawdziwego zdarzenia

- Zarejestrowana(y): 27-12-2009
- Posty: 1415
Re: Indoor cycling
Karnet to świetna rzecz - bardzo motywuje, tak samo jak zajęcia grupowe. Ale nie zgodzę się z tym, że jeżdżenie w domu na stacjonarnym rowerze zawsze jest monotonne. Jakiś czas temu przytachałam do mojego pokoju (jest naprawdę niewielki) sprzęt i jazda na nim bardzo szybko mi mija kiedy równocześnie oglądam jakiś film, prawie w ogóle też nie odczuwam zmęczenia. Niemniej jednak gdybym to miała robić gdzie indziej i gapić się w ścianę to po 2 minutach znudziłabym się ![]()
Offline
#5 03-05-2011 17:23:12
- wiatraczek

- Biuściasta z prawdziwego zdarzenia
- Zarejestrowana(y): 25-07-2010
- Posty: 132
Re: Indoor cycling
Z telewizorem to już ciekawiej.
Offline
#6 03-05-2011 22:17:39
- blueberry

- Biuściasta z prawdziwego zdarzenia

- Zarejestrowana(y): 19-02-2010
- Posty: 202
- Rozmiar biustu: miedzy 28FF a 28G. Albo uciac albo dokleic...
Re: Indoor cycling
a ja kiedys mialam rowerek stacjonarny i po kilku dniach awansowal na wieszak na torebki
wolalam na swiezym powietrzu pojezdzic, a zima to juz byl za bardzo obwieszony
za to teraz kupilam sobie orbitek i poki co udaje mi sie kilka razy w tygodniu na niego wsiasc, oczywiscie przy wlaczanym filmie
jak na razie nie nudzi mi sie. mialam kiedys karnet na silownie ale jakos cwiczenia w grupie mi nie dopasowaly - spocona, wsrod innych obcych spoconych, to nie dla mnie. zreszta kilka razy zauwazylam ze oblesny koles zaczal stawac za mna i patrzec mi na pupe wiec zrezygnowalam. cwicze w domu sama lub z kumpela
"Osiągnęlibyśmy znacznie więcej, gdybyśmy nie uważali niektórych rzeczy za niemożliwe." V. Lombardi
Offline
#7 16-10-2011 15:05:41
- Joanka

- Biuściasta z prawdziwego zdarzenia
- Skąd: prywatne
- Zarejestrowana(y): 25-03-2009
- Posty: 283
- Rozmiar biustu: 70/95-96; 65 FF-G, Effuniak 70E
Re: Indoor cycling
Ja wytrzymałam ze stacjonarnym rowerem tyle, ile musiałam. Po kontuzji kolana miałam to zalecone jako rehabilitację i dzielnie przez pół roku 10 minut dziennie ćwiczyłam. Taka była zalecana dawka. Rower był pożyczony, z radością go po pół roku, jak stwierdziłam, że mogę się już przesiąść na prawdziwy, oddałam. Koszmarnie to jest nudne, a na normalnym rowerze mogę pedałować do upadu. Nawet włączenie telewizora czy muzyki nie pomagało. Rower wykorzystuję jako zwykły środek transportu w mieście - i w Krakowie jest najskuteczniejszy, nie stoję w korkach, nie czekam na przystankach, nie ma problemu z parkowaniem, ponadto jeżdżę na wycieczki po okolicy. A na stacjonarnym, to zupełnie jak spacery Felicjana Dulskiego na Kopiec Kościuszki.
Offline
